Zauważyłem ostatnio rzecz zdumiewającą - trudno zacząć mi
nowy dzień bez filiżanki mocnej, czarnej, gorącej kawy. Jej smak, gorzki i
cierpki, szybko stawia na nogi, a myśli z chaotycznego, sennego wędrowania,
zakorzenione gdzieś w tęsknocie za ciepłem i bliskością - pod wpływem gorzkiego
smaku kawy porządkują się, ogniskują i każą skupić na działaniu.
Przede mną Tekst, z którym należałoby się „rozprawić”, w
kilku słowach odnieść się do myśli w nim zawartych, drzemiących i nieśmiało,
choć natarczywie sugerujących tęsknotę za czymś (kimś) bliżej nieokreślonym -
to dobry test na sprawdzenie jakości energii gromadzącej się we mnie pod
wpływem zaczynającej już działać kofeiny.
Akord dur, szarpnięcie strun, krzyk i ..
Cisza.
(Ona trwa nieustannie, to dzięki niej możemy się skupić -
trzeba tylko umieć ją dostrzec w tym szumie, szmerze, wyłowić swą wrażliwością,
swym ukrytym gdzieś w środku nas dobrem, pozytywnym nastawieniem).
Tekst zatrzymuje na dłużej, jest melodią nadchodzącego
zmierzchu, pełną subtelnych akcentów, nut zapisanych na pięciolinii kończącego
się dnia. (Tonacja h-moll doskonale tu się sprawdza).
Moje wczorajsze późnowieczorne zasłuchanie układa i koi te
SŁOWA, kołysze i zaciera ich kontury, by nie kalecząc złymi wspomnieniami
pozwolić im dotknąć ukrytej gdzieś w środku wciąż strzeżonej głębi, bezbronnej
jak ufne dziecko zapatrzone w swej otwartości w tę stronę, z której promieniuje
ciepło zwane miłością. Ulegam ich czarowi i daję się im prowadzić słowo za
słowem...
Tak, filiżanka czarnej kawy ukierunkowuje myśli i -
zwłaszcza teraz, na początku rozpoczynającego się dnia - jest jak cisza przed
burzą, jak pełne napięcia oczekiwanie przed skokiem w przepaść czyhającej tuż
za rogiem niecierpliwości dnia.
Chciałoby się smakować tych SŁÓW jak najdłużej,
nieśpiesznie, by w pełni odkryć i docenić ich wartość.
I ja wśród słów byłam przy Mszy h-Moll, ale to już chyba wiesz, wiesz dobrze...
OdpowiedzUsuńdobrze... że jesteś, nawet jeśli BYCIE to miałoby trwać tylko wśród słów i przy muzyce...
Usuń