ulotność...


Chyba nieco inaczej patrzę na tę naszą znajomość niż Ty i choć czuję podobnie, że to, na czym stoimy jest czymś cienkim i lekkim, a więc łatwym do zniszczenia - to raczej dostrzegam w tej kruchości nie tyle łatwość zniszczenia "jednym ruchem", co mogłoby być nawet czymś pożądanym w chwili poczucia zagrożenia - ile lekkość i eteryczność, a więc i łagodność, i chyba nawet bezbolesność w docieraniu do miejsc ukrytych przed innymi lub nawet przed samym sobą, nieuświadamianych, ale gdzieś tam w głębi , w środku nas istniejących; ta lekkość i ulotność, to tak trochę jak mgła nas otaczająca, w której rysy i kształty są jakby bardziej miękkie, łagodne, ciche i już samo to sprawia, że możemy odnosić się do siebie z większą ufnością, dotykając tych miejsc, może i ran nie tyle z ciekawości, co dla samego ich odczucia.

26-01-2017

2 komentarze:

  1. Cień (prze)byłych Słów. I te same lęki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lękliwość nieodłącznie wiąże się z wrażliwością. Pytanie, czy tej wrażliwości jest za dużo czy za mało? Bo jeśli za dużo w tym konkretnym przypadku (SŁOWA i cień ich znaczeń, zawarty w kontekście wypowiedzianych zdań), to możemy mówić o nadwrażliwości, uczuleniu na coś (kogoś) i wówczas dla dobrego samopoczucia własnego lepiej by było ograniczyć kontakt z takim... alergenem. A jeśli jest jej za mało, to ich cień nie może być straszny, bo go po prostu nie ma. Wierzę, że u Ciebie panuje... równowaga.

      Usuń